Travellerspoint Blogi z podróży

Jericoacoara <3

prawie 6 tygodni w raju

sunny 27 °C
Zobacz Wanderlust Asia Chudy's na mapie.

Trudno oddac slowami jaka jest Jericoacoara i czym byl dla nas pobyt w tej miejscowosci...
To miejsce jest magiczne i towarzyszy mu atmosfera blogosci, szczescia, spokoju. To niesamowite, ze sa jeszcze takie miejsca na ziemi, w ktorych pojecie czasu nie istnieje :)

13554_1773..93447_n.jpg
13554_1773..74674_n.jpg

w ktorym wszyscy zyja tym co tu i teraz i uciekaja od konsumpcyjnego swiata i sa naprawde szczesliwi. Wielu rzeczy nie znaja przez co ich wybory staja sie proste. Podobno dziesiec lat temu nie bylo tutaj nawet pradu i po zmroku zycie toczylo sie przy blasku ognisk rozpalanych na plazy i swiec.
Sama miejscowosc ma moze 4 glowne ulice, wszystkie piaszczyste i to na nich koncentruje sie glowne zycie, a w swoim najdluzszym odcinku Jeri liczy moze w sumie 1 km. Niby nie sposob sie tu zgubic, choc jakby spojrzec na to z innej strony to chyba nikt stad nie wyjezdza zgodnie z wczesniej zakladnym planem. Na pewno mozna sie tu na nowo odnalezc...
Nie jest tutaj tak latwo dotrzec. Wiekszosc lotow do Fortalezy jest przez Lizbone, a z samej Fortalezy trzeba jeszcze jechac 6-7 godzin autobusem do kolejnej miejscowosci by potem spedzic jeszcze godzine w czyms w rodzaju terenowego autobusu, ktory pomykajac plaza i wydmami przywozi ludzi do tego raju. No i do tego jest to park krajobrazowy wiec mozliwosci rozrostu Jeri sa mocno ograniczone. Nie moga tutaj powstawac nowe budowle wiec nie ma jakichs wielkich rezortow i udaje sie zachowac kameralny klimat.
Oprocz piekna natury - zlotych wydm i zatopionych posrod nich lagun, szumu morza, wszechobecnego wiatru, przepieknych zachodow slonca, niesamowitych pelni ksiezyca, spadajacych gwiazd, ludzie tutaj mieszkajacy przejawiaja wielka pasje dla sportow wodnych.

13554_1769..65343_n.jpg
13554_1769..20081_n.jpg
13554_1769..55512_n.jpg
13554_1769..54816_n.jpg
13554_1773..01988_n.jpg
13554_1773..41495_n.jpg
13554_1773..36910_n.jpg
13554_1769..75525_n.jpg
13554_1769..20418_n.jpg
13554_1769..21115_n.jpg
13554_1769..95830_n.jpg
13554_1769..75990_n.jpg
13554_1769..86311_n.jpg
13554_1769..14937_n.jpg
13554_1769..48603_n.jpg
13554_1769..73676_n.jpg
13554_1769..29977_n.jpg

My przyjechalysmy tutaj po to aby sie wyciszyc i sprobowac swoich sil w kitesurfingu. To miejsce zdawalo sie byc do tego idealne. Wieje tutaj praktycznie non-stop, no moze z wylaczeniem 3 miesiecy w roku kiedy jest pora deszczowa.

13554_1773..63169_n.jpg
13554_1773..76433_n.jpg
13554_1769..54299_n.jpg
13554_1769..92217_n.jpg
13554_1769..81498_n.jpg
13554_1769..59277_n.jpg
13554_1769..63934_n.jpg
13554_1769..98357_n.jpg
13554_1769..11875_n.jpg
13554_1769..44357_n.jpg
13554_1769..64163_n.jpg
13554_1769..30066_n.jpg
13554_1769..85546_n.jpg
13554_1769..74687_n.jpg
13554_1769..67977_n.jpg

W calej miejscowosci jest masa sportowcow kochajacych wiatr i wode oraz capoeire. Od rana do zachodu slonca ludzie oddaja sie sportom wodnym, jezdzie konnej, praktykowaniu jogi, czy wycieczkom do okolicznych malowniczych zakatkow. Na zachod slonca wiekszosc osob wybiera sie na lezaca przy miejscowosci wydme by w magicznej atmosferze podziwiac wspolnie jak slonce udaje sie w stan spoczynku. Potem zazwyczaj ma miejsce pokaz capoeiry na plazy, a potem ludzie ida spac by obudzic sie w okolicach polnocy i rozpoczac nocna czesc zycia w Jeri, ktora jest tak samo intensywna i pelna pasji jak ta za dnia :)
Mialysmy tutaj rowniez pewne reunions :) Spotkalysmy sie z para znajomych z La Paz, z Andresem i Abigail i na 2 tygdonie dolaczyla do nas Agi!!! Ktora pokochala to miejsce tak samo jak my.

13554_1773..01731_n.jpg
13554_1773..96363_n.jpg
13554_1773..34064_n.jpg
13554_1773..45177_n.jpg
13554_1773..10661_n.jpg
13554_1773..74707_n.jpg
13554_1773..52629_n.jpg
13554_1773..99074_n.jpg
13554_1773..66780_n.jpg
13554_1773..85912_n.jpg
13554_1773..56307_n.jpg
13554_1773..96945_n.jpg
13554_1769..31090_n.jpg
13554_1769..46857_n.jpg
13554_1769..93409_n.jpg
13554_1769..46291_n.jpg
13554_1769..81261_n.jpg
13554_1769..97044_n.jpg
13554_1769..29485_n.jpg
13554_1769..75354_n.jpg
13554_1769..57667_n.jpg
13554_1769..86243_n.jpg
613554_1769..65343_n.jpg
13554_1769..52343_n.jpg
13554_1769..38485_n.jpg
13554_1769..61132_n.jpg

Pobyt tutaj nakarmil nasze zmysly, rogrzal serca pasja dla sportu, przyniosl poczucie wolnosci, spokoju i wyzwolenia sie od pewnych spraw.
Nie ma sensu chyba dodawac nic wiecej. Zdjecia powinny mowic same za siebie :)

Wysłane przez Asia Chudy 26.11.2009 11:40 Kategoria Brazylia Komentarze (0)

Podazajac sladami dinozaurow

mozna trafic do Pipy :)

sunny 26 °C
Zobacz Wanderlust Asia Chudy's na mapie.

Po kilku dniach blogiego relaksu w Olindzie postanowilysmy zrobic sobie mala wycieczke zanim nadejdzie weekend i dolaczy do nas Nico. Finalnie ta `mala` wyprawa okazala sie wcale nie byc taka mala...
Na poczatek zafundowalysmy sobie 10godzinna podorz autobusem do miejscowosci o nazwie Sousa. To byla chyba nasza jedyna wyprawa oddalajaca nas od wybrzeza i zagladajaca bardziej w glab ladu. Sama miejscowosc jest bardzo przecietna, nie ma tutaj nic spektakularnego poza lezacym nieopodal parkiem, do ktorego sciagaja ludzie w celu zobaczenia sladow dinozaurow. Jak o tym uslyszalysmy to stwierdzilysmy, ze bedzie to zupelne inne i na ewno ciekawe dosiwadczenie biorac pod uwage odleglosc czaow, w kotrych zyly dinozaury...
Coz, nie iwem czego dokladnie sie spodziewalysmy... ale na pewno liczylysmy na wiecej sladow o wiekszych rozmiarach...

8328_15035..87429_n.jpg
8328_15035..15276_n.jpg

Bylysmy troche, no moze nie troche, bardzo, rozczarowane - po 10 godzinnej podrozy, odbylysmy niespelna 30-minutowy spacer po tym `parku`... Ale oczywisice nie zamierzalysmy pozwolic temu zrujnowac tej wyprawy i zaczelysmy sie zastanawiac co mozemy zrobic z tak rozpoczetym dniem! Nie musialysmy dlugo czekac na pomysl spontanicznego wypadu do kolejnej miejscowosci o wdziecznej nazwie Pipa :) Wiedzialysmy, ze w tym czasie przebywa tam nasz poznany w La Paz kolega z Izraela - Kobi.
Wiec po kolejnych 10 godzinach spedzonych w autobusie, tym razem do miejscowosci Joao Pessoa, przesiadlysmy sie do kolejnego busa zmierzajacego do oddalonego 2godziny drogi stanmtad Natal, by na koniec wskoczyc do collectivo, ktore zawiozlo nas do turystycznej Pipy. Ta miejscowosc okazala sie byc wieksza niz zakladalymy wiec pierwszego wieczoru nie udalo nam sie odnalezc Kobiego :( Jedyna forma kontaktu byl Internet, ale Kobi zdawal sie nie korzystac z niego zbyt czesto. Poniewaz wstepnie zakladalysmy jedynie wypad so Sousy, nie mialysmy ze soba nic, poza szczoteczkami i pasta do zebow oraz ksiazkami. Zadnych kositumow kapielowych, zadnych recznikow... NIC! Uznalysmy wiec, ze jesli kolejnego dnia do godziny check-outu z hostelu nie uslyszymy nic od Kobiego to wracamy do Olindy. Na szczescie Kobi zjawil sie w naszym hosteu tuz przed naszym planowanym wyjazdem i praktycznie od razu udalismy sie na plaze zeby uczcic nasze male reunion :)
Byla 2ga po poludniu kiedy na stol wjechaly pierwsze caipirinhe i kolejne pojawialy sie az do zachodu slonca...

8328_15035..58145_n.jpg
8328_15036..29051_n.jpg
8328_15036..19162_n.jpg
8328_15036..83882_n.jpg
8328_15036..50354_n.jpg

Mocno rozluznieni udalismy sie potem na kolacje i troche akrobacji na trampolinie... Jako, ze nasza impreza zaczela sie stosunkowo wczesnie, o 10 wieczorem bylismy juz w lozkach i nastepnego dnia tuz po przebudzeniu ruszylysmy w droge powrotna do Olindy, choc podroz ta okazala sie trwac znacznie dluzej niz wstepnie zakldalaysmy...

8328_15036..57350_n.jpg

Wysłane przez Asia Chudy 26.11.2009 10:27 Kategoria Brazylia Komentarze (0)

Que linda esta Olinda

sunny 27 °C
Zobacz Wanderlust Asia Chudy's na mapie.

W drodze powrotnej z Boipeby mialysmy jeszcze jeden przystanek w Salwadorze aby rozsmakowac sie po raz ostatni w jedzeniu i muzyce stanu Bahia. Nastepnego dnia mialysmy ruszyc do Olindy gdzie zamierzalysmy spedzic kilka dni w domu rodzicow Nico. Po dotarciu do Recife zostalysmy odebrane przez housekeepera, ktory zawiozl nas do wyjatkowo kolorowej Olindy :) Nico przez znaczna czesc swojego zycia mieszkal w Brazylii. Jego rodzice kupili tutaj kilka lat temu dom, ale ze wzgledu na styl zycia jaki prowadza bardzo rzadko maja okazje tutaj przyjezdzac. Nico sluchajac w Salwadorze o naszych planach, zmeczeniu i wiedzac, ze kierujemy sie dalej na polnoc zaoferowal nam goscine i postanowil zorganziowac nam w Olindzie cos na wzor luksusowych wakacji abysmy mogly zregenerowac troche sil :)

58328_15034..86031_n.jpg
large_BRAZIL__529_.jpg
8328_15034..03591_n.jpg
8328_15034..49248_n.jpg
large_BRAZIL__530_.jpg

Nie bez powodu latynoamerykanska goscinnosc jest slawiona na calym swiecie. Kazdego dnia po przebudzeniu zastawalysmy czekajace na nas sniadanie, swiezo wyciskane soki, cieple buleczki itp itd :)
Dni spedzalysmy glownie w basenie, a popoludnia oraz wieczory na spacerowaniu po tej niewielkiej, niezwykle urokliwej i rekomendowanej do odwiedzenia przez Unesco okolicy. Jednego dnia zrobilysmy sobie tez wypad do Recife, do ktorego przynalezy Olinda, stanowiac jego wyjatkowa jesli chodzi o charakter dzielnice.

8328_15033..45662_n.jpg
8328_15031..90594_n.jpg
8328_15033..98015_n.jpg
large_BRAZIL__516_.jpg
large_BRAZIL__522_.jpg
large_BRAZIL__517_.jpg
8328_15034..86031_n.jpg
8328_15034..27270_n.jpg
8328_15034..47483_n.jpg
large_BRAZIL__527_.jpg
large_BRAZIL__525_.jpg
large_BRAZIL__523_.jpg
large_BRAZIL__528_.jpg
8328_15035..62652_n.jpg

Przez to, ze mialysmy praktycznie caly dom dla siebie, moglysmy troche pogotowac i praktycznie kazdego wieczoru dopuszczalysmy sie rozpusty w postaci obfitych, 3-daniowych kolacji :) Te kilka dni stanowily dokladnie to, czego nam bylo na tym etapie podrozy trzeba!

Wysłane przez Asia Chudy 26.11.2009 09:46 Kategoria Brazylia Komentarze (0)

Boipeba

sunny 30 °C
Zobacz Wanderlust Asia Chudy's na mapie.

Kiedy nasz pobyt w Itacare zmierzal ku koncowi zdecydowalysmy, ze zrobimy sobie jeszcze jeden przystanek podczas drogi powrotnej do Salwadoru. Naszym celem stala sie niewielka wyspa Boipeba, do ktorej dotarcie zakladalo najpierw kilkugodzinna przejazdke autobusem do Valenci, a nastepnie 4 godzinna podroz lodzia.

boipbea12.jpg
boipeba11.jpg
boipeba13.jpg
boipeba14.jpg

Zdazylysmy akurat na zachod slonca :)

boipeba1.jpg
boipeba2.jpg
boipeba3.jpg

Sama wyspa jest piekna, ale poza sezonem az za spokojna. Wiekszosc miejsc jest zamknieta na glucho i nie dzieje sie tutaj absolutnie nic. Jeden dzien postanowilysmy spedzic na plazy co wbrew pozorom do tej pory az tak czesto nam sie nie zdarzalo, bo ani nie bylo ku temu specjalnie okazji, ani my nie jestesmy az tak wielkimi fankami takiego lezenia i 'nic nie robienia'. Na plazy bylysmy tylko my, palmy i szalone, super-szybkie kraby :)

boipeba9.jpg
boipeba8.jpg
boipeba4.jpg
boipeba5.jpg
boipeba6.jpg
boipeba7.jpg
boipeba10.jpg

Na skutek przyplywu woda stopniowo podbierala nam plaze, co w pewnym momencie zmusilo nas do ewakuacji. I dzieki Bogu! Mimo, ze przez wiekszosc czasu lezalysmy w cieniu palm to i tak spieklo nas slonce. Nie pomogl krem z filtrem, a niosacy kojace ochlodzenie wiatr okazal sie byc bardzo zdradziecki. Przez te upaly mamy wrazenie, ze funkcjonujemy na troche wolniejszych obrotach, a z kazdym krokiem bardziej na polnoc bedzie juz tylko gorzej. Jesli tak wyglada koniec tutejszej zimy, czy raczej wstepna faza wiosny, to nie chcemy wiedziec jakie temperatury kroluja tutaj w pelni lata.

Wysłane przez Asia Chudy 26.11.2009 06:39 Kategoria Brazylia Komentarze (0)

Itacare

czyli bezowocna proba odzyskania utraconej energii

semi-overcast 28 °C
Zobacz Wanderlust Asia Chudy's na mapie.

Po tym jak rozstalysmy sie z Malu i Nicko i opuscilysmy Salwador przyszedl czas na realizacje naszego sekretnego planu, ktory zakladal zaszycie sie na kilka dni w troche spokojniejszym miejscu w celu zregenerowania sil. Tak, po przeszlo 8 miesiacach intensywnej podrozy i przebyciu przeszlo 30,000 km czujemy sie troche zmeczone i zauwazamy znaczny ubytek w pokladach energii, ktorymi dysponowalysmy w momencie rozpoczecia tej podrozy. Polozona jakies 6 godzin drogi na poludnie od Salwadoru miejscowosc Itacare wydawala sie byc ku temu idealnym miejscem. Jest to spokojna kolonialna osada rybacka cieszaca sie duza popularnoscia wsrod hipisow i surferow. Przez ostatnie lata byl tu wyraznie zuawazalny boom turystyczny i liczne restauracje oraz hostele wyrastaly na kazdym rogu niczym grzyby po deszczu. Na szczescie my postanowilysmy odwiedzic to miejsce poza sezonem, unikajac tym samym dzikich tlumow i nie tracac niczego z idyllycznego spokoju, dla ktorego tyle osob postanawia tutaj co roku zawitac. Praktycznie cale zycie tej miejscowosci jest skoncentrowane wzdluz jednej ulicy, ktora finalnie prowadzi do jednych z piekniejszych plaz tego regionu. Tutejsze wybrzeze charakteryzuje sie wystepowaniem duzych fal stwarzajac tym samym warunki raczej do surfingu niz rekreacyjnego plywania, ale podziwianie zmagan surferow z falami moze byc atrakcja sama w sobie.

itacare3.jpg
itacare1.jpg
itacare8.jpg

Coz, hostel mialysmy bardzo przyjemny i warunki do wypoczynku wrecz wysmienite. Problem tylko w tym, ze zregenrowanie sil w 4 dni po przeszlo 8 miesiacach podrozy nie do konca jest takie proste... Jednego dnia wybralysmy sie na slynna plaze Prainha, do ktorej prowadzi ok. 40 minutowy szlak. Wedlug tutejszej klasyfikacji brazylisjkich plaz, ktora zaklada przyznawanie im czegos na wzor hotelowych gwiazdek, ta plaza plasuje sie na 10 miejscu. Wydala nam sie ladna, ale czy jest warta az takiego zachwytu? Chyba nie. A moze po prostu po tym co zobaczylysmy podczas rejsu w Belize oraz zeglujac z Panamy do Kolumbii, takie miejsca nie robia juz na nas az tak wielkiego wrazenia...

itacare6.jpg
itacare7.jpg
itacare2.jpg
itacare4.jpg
itacare5.jpg

Przez reszte czasu spedzonego w Itacare oddawalysmy sie czytaniu ksiazek, walce z komarami i updatowaniu bloga...

Wysłane przez Asia Chudy 26.11.2009 06:39 Kategoria Brazylia Komentarze (0)

(Wpisy 1 - 5 z 70) Strona [1] 2 3 4 5 6 7 8 9 10 .. »